Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zamek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zamek. Pokaż wszystkie posty

30 listopada 2019

Budapeszt z roczniakiem - zwiedzanie cz.2


Środa wita nas cudownym słońcem i ciepłem!!! Taką pogodę zapowiadali na cały nasz pobyt w chwili kupowania biletów...ja również odsyskuję energię.

Po pysznym śniadaniu szybko się zbieramy i lecimy podbijać Budapeszt.

Pogoda tak piękna, że momentami chodzimy tylko w bluzach!

Tym razem idziemy prosto w kierunku Mostu Elżbiety i dalej - na Górę Gellerta.



Góra Gellerta
Po przestudiowaniu przewodnika wiemy już skąd zacząć - od schodów przy nieczynnej fontannie ;) Jak się później okazało, kolejne wejście jest przy Moście Wolności (na lewo od Mostu Elżbiety, przy hotelu Gellert; my szliśmy w prawo). Z tej strony jest też plac zabaw. Ale to nic,
daliśmy radę.


Klara ląduje w nosidle na mnie, Krzyś zabiera torbę od wózka i złożony wózek.

No i wio za ludźmi do góry.

Po prostu idziemy. Klara częściowo nawet tupta na własnych nóżkach!

Jak trzeba, wnosimy po schodach wózek razem z Klarą.

Jest piękna jesień. Choć droga śliska momentami, bo wczoraj padało więc liście mokre.
Pomiędzy liśćmi dostrzegamy panoramę miasta.



Na górze spotykamy kilku ciekawych panów, którzy naciągają turystów na grę w ukryte kostki pod kubkiem. Przy okazji udawali, że się nie znają, srata tata, byle zabujać turystów.
Sporo osób dawało się nabrać na ich zagrywki tracąc przy okazji kasę.


Jest tam świetny punkt widokowy na najpiękniejszą część Budapesztu - Dunaj, Most Łańcuchowy, Parlament i Wzgórze Zamkowe.

Kawałeczek dalej są kawiarenki, dwa kramiki z pamiątkami. Idąc jeszcze dalej znajdujemy właściwe miejsce - pomnik Wolności. Dalej oglądamy cudowną panoramę miasta i kierujemy się w dół.
W przeciągu kilku minut pogoda zaczyna się zmieniać, nadciągają chmury i o 14tej nie ma już śladu po przepięknej wczesnojesiennej pogodzie.

Pogoda się zaczęła zmieniać zaczyna mżyć, spędzamy jeszcze troszkę czasu na małym placyku zabaw. I kierujemy się, mimo wszystko, pod Wzgórze Zamkowe.




Wzgórze Zamkowe i Zamek Królewski
Po zabawie na placu zabaw zmierzamy do historycznej kolejki. Po wykupieniu biletów wchodzimy i od razu ruszamy kolejką w górę. Klara nie śpi, biorę ją na ręce i patrzymy we dwie na panoramę Budapesztu.
Szybciutko jesteśmy na górze, pada już deszcz.
Rzucamy okiem na ogrody, tarasy i spacerujemy po okolicy póki nie leje się nam na głowy. Klara tupta na nóżkach, zwiedza każdy kąt.


Kierujemy się pod Pałac Sandorów, troszkę spacerujemy, ale pada coraz bardziej. Szukamy schronienia i ciepłego obiadu, znajdujemy go w knajpce tuż obok poczty.

Udaje się nam przewijąć, nakarmić (jest dostęp do mikrofali, można odgrzać słoiczek!) i uśpić Klarę. Sami zjadamy gulasz, ale wcale najlepszy nie jest :/
Dobrze, że bobo nie jadło.

Całe wzgórze zamkowe jest wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.



Następnie w deszczu kierujemy się do Kościoła św Macieja.
Przed kościołem stoi Kolumna Św. Trójcy na Placu Św. Trójcy.


Bilety kupujemy w kasie obok kościoła. Maluch bezpłatnie oczywiście wchodzi.

Po zwiedzeniu dołu można wejść na górę i zobaczyć mini muzeum.

Wygląd obecny kościoła pochodzi z 1970 roku. Wewnątrz podziwiamy piękne freski, zdobienia.. łuki i ogromne okna z witrażami.
Przede wszystkim zewnętrzny dach kościoła sw Macieja jest świetny, nietypowy, jednak przy pochmurnej ulewnej pogodzie nie przyglądamy mu się długo ;)



Po zwiedzeniu kościoła, kierujemy się na Basztę Rybacką, a tam..tłum! Kolejka ludzi stoi aż na placu poniżej schodów.

Nie decydujemy się wchodzić, ze względu na śpioszka w wózku.

Spacerujemy i podziwiamy przepiękną panoramę Budapesztu (w tym Parlament) w wieczornym oświetleniu i wracamy pod zamek.

Tam jeszcze sama (wózek po kocich łbach nie daje rady, a Klara śpi) robię spacer wokół dziedzińca zamkowego.
Podziwiam fontannę przedstawiająca polowanie króla Macieja Korwina. Budowa fontanny zakończyła się w 1904 roku i była częścią prac rekonstrukcyjnych Zamku Królewskiego.
Niestety, fontanną jest z nazwy, bo wody nie ma ani grama w niej ;) może latem woda jest?

Wieczorem zamek jest przepięknie oświetlony.


Po powrocie do Krzyśka i Klary decydujemy się (już wyspanej) zjechać na dół i powolutku spacerem (przestało padać!) wróciliśmy Mostem Łańcuchowym pod Bazylikę.

Stamtąd podeszliśmy na tradycyjnego langosza do małej budki, ale bardzo polecanej.
Głównymi składnikami ciasta na langosza są mąka pszenna, drożdże, gotowane utłuczone ziemniaki, mleko, cukier, sól i olej. Formowany jest placek ala pizza i siup do głębokiego tłuszczu. Na to dodatki - sos czosnkowy, ser a reszta wg uznania - co kto lubi.
Zjedliśmy jeden na spółkę i już. Nie powaliło nas na kolana. Dobre, ale nie żeby się tym ciągle obżerać.
Wydawało się ze wszystko spoko. Poszliśmy spać, a dopiero nad ranem umieraliśmy...
Jak dobrze, że Klara nie jadła...

                     Koniec części 2.

8 października 2019

Łagów, październik 2019

Będąc w drodze do Zielonej Góry, "zboczyliśmy"trochę z trasy i wybraliśmy się do Łagowa. Miasteczko ma cudowne tereny - jeziora wręcz wlewają się do środka. Niektóre domy mają mini przystanie nad samym jeziorem.

W Łagowie jest też Zamek Joannitów, a aktualnie hotel. Ale jest również wieża widokowa, z której widoki są niesamowite. Nawet teraz jesienią, ale przy ładnej pogodzie pięknie kolorowe drzewa wyglądają.

Wyszliśmy na wieżę z naszym 13mc Brzdącem! Jednak bez nosidełka dla takiego malucha się nie obejdzie.
Wieża już przy samym szczycie ma wąskie kręte schody, albo bardzo strome. Żeby się trzymać potrzeba obu rąk, a gdzie tu jeszcze Malucha trzymać?
Wstęp na wieżę 5 zł. Poza sezonem letnim jest najczęściej do 16tej otwarte.

Żeby się dostać do wieży, trzeba przejść cudowny dziedziniec! Pod wieczór jest chyba ładniej niż w dzień! Jeszcze nie widziałam takiego dziedzińca, po ścianach którego wiły by się roślinki!

Widoki piękne! Nawet nie wiało na górze!
Zresztą, zobaczcie sami!!



Po zejściu, trafiamy do ślicznej restauracji, bardzo klimatycznej. A z niektórych okien widać jezioro!
Dziedziniec był szykowany na wesele, więc tylko podziwialiśmy z daleka.
W restauracji wypiliśmy przepyszne herbaty!
Krzysiek z imbirem i cytryną oraz miodem, ja owocową (a nie pijam owocowych!) I też z miodkiem. Co ważne! Miód z okolicy! *_*



Zjedliśmy bardzo dobry obiad i poszliśmy na spacer.
Jednak okolice zamku są w remoncie i nie ma dostępu do jeziora. Za to w przyszłym roku będzie pięknie!
Jest, wg mapy, ścieżka spacerowa, ale pogoda się bardzo szybko zmieniła, zaczęło padać i nie zdecydowaliśmy się wyruszyć na spacer mając roczne dziecko.
W sezonie letnim myślę, że byłoby cudownie!
Są tutaj też kempingi (choć podobno ceny są wysokie). Generalnie w październiku wszystko zamknięte.

Weszliśmy jeszcze do kościółka obok zamku i na tym zakończyliśmy wycieczkę.
Godzinę później nadciągnęła ulewa i cieszyliśmy się, że jednak rozsądek wygrał i nie poszliśmy na ten spacer...



Koniecznie musimy się tam wybrać wiosną albo latem 😍!

10 maja 2019

Muzeum Zamkowe Pszczyna, maj 2019

Tak, dobrze czytacie. Klara zaliczyła w swoim życiu pierwsze zwiedzanie.
Nie dość, że zamek, to jeszcze muzeum hihi.

No więc tak - zamek znajduje się w Pszczynie.
W pięknym parku.
Blisko mojej rodzinnej miejscowości.
To tu przyjeżdżałam z rodzicami na wycieczki.

Klara zwiedziła zamek na rękach taty i czasem mamy.
Już na dole przy wejściu musieliśmy określić kto będzie nosił. Wtedy dana osoba nie zakłada "kapci" ochronnych na nogi (mega orła można w nich wywinąć).
Mieliśmy mieć nosidełko dla Klary, ale tuż przed wyjazdem czytaliśmy w internetach, że obiekt jest przystosowany do niepełnosprawnych. Więc byliśmy pewni, że i z naszym cameleonem wejdziemy. Koniec końców nie wypożyczałam nosidełka.
Klara na szczęście była lekka :) a i zwiedzania nie ma jakoś mega dużo.

Oczywiście umówmy się, nie jest to takie zwiedzanie, gdzie ogląda się szczegóły, dyskutuje się o tym, co się widzi itd. Bo nie o to w tym chodzi ;) Poprostu spacer po wnętrzach zamku.
A że byliśmy jedni nielicznych, to było spokojnie.

Klarci bardzo podobały się okna, bo duże. Lampy - często ogromne kryształowe. I lustra. Opowiadaliśmy jej też co i widać - np zobacz jakie łóżko, ale byśmy pospali w takim itp hihi.
Czy rozumie? Nie wiem. Ale sądzę że coś nowego i się podobało. Plus każdy kto nas mijał, Klarę zaczepiał, zagadywał. Jak się uśmiechał do niej, to była zadowolona hihi.
Daliśmy podotykać jakichś rzeczy z wystawy jeśli mieliśmy pozwolenie. Np wielkich waz albo ściennych dywanów
Pozaglądała z mężem do gablotek. Obgadali co i jak ;)

Nie poszliśmy jedynie do zbrojowni i stajni. Było zimno i nieciekawie. Odpuściliśmy.

Co do samego zamku - zbudowany jest na planie nieregularnego czworoboku, przed zamkiem są piękne lwy. Obejście zadbane czyste! Z okien (wewnątrz) widać cały piękny park
Bardzo ładnie zamek zachowany, praktycznie każdej wystawy ktoś pilnuje. Nie ma, że sobie chodzimy jak chcemy i gdzie chcemy. Wszystko jest odgrodzone.
Ciekawostką jest to, że zabytkowe krzesła - wystawowe - były zablokowane linką, żeby na nich nie siadać. Natomiast jeśli ktoś się zmęczył, są ławeczki na korytarzach i nie ma problemu z przycupnięciem.
Nikt nie robił problemu z tytułu gugającego niemowlaka, czy też w recepcji gdzie musieliśmy zostawić wózek.


Kilka lat temu blisko zamku powstała pokazowa zagroda żubrów. Tam też się wybraliśmy.
Jednak jest to takie mini zoo.
5 min i zwiedzone.
Klarci chyba najbardziej podobał się duży paw, który sobie maszerował po ogrodzie z pięknym rozłożonym ogonem.


Później, już po zwiedzaniu udaliśmy się na rynek - który w zasadzie graniczy z zamkiem.
Na koniec jeszcze spacer w pięknym parku z widokami na zamek i drzemka naszego bobasa w wózku.


16 maja 2016

Zamek w Mosznej.

Zamek w Mosznej chcieliśmy zwiedzić chyba odkąd jeździmy samochodem do rodziców na Górny Śląsk.
Nigdy jednak nie było czasu żeby do Mosznej zajechać.

Jednak Tym razem mieliśmy dzień wolny i postanowiliśmy zajechać.

Wyjeżdżamy z Jastrzębia o 9-tej rano. W pogodny poranek.
Z czasem pogodny poranek zmienia się w .. pochmurny i deszczowy poranek!
Ale po godzinie przestaje padać..uf!
Trasa do zamku:
Jadąc (od rodziców) z Górnego Śląska, na autostradzie zjechaliśmy na bramkach w Krapkowicach i stamtąd ok.20min drogi jest już do samego zamku.
Dojazd jest łatwy, jednak warto patrzeć na znaki prowadzące do Mosznej, bo można się pogubić.
Samochód parkujemy na większym parkingu nieopodal kościoła. 4zł za cały pobyt. Chociaż nigdzie nie ma info, że parking płatny! no ale nie czepiajmy się..
Kawałek dalej jest drugi parking, niepłatny, ale tam nie ma miejsca - kilka autokarów i parking pełen.

Wysiadamy z samochodu, w oddali widać wieżyczki zamku!
Przy drugim parkingu jest kasa w której uiszczamy opłatę za wstęp (6zł/os).

Idąc parkiem po lewej stronie mamy zamek. Noooo to jest mega zamek! Nie toto co to w Książu ;)
Piękny cudowny zamek! I ma wieżyczki i ma mury i okna z witrażami i z jednej strony pnie się po nim cudowny bluzszcz.. i jeszcze w dodatku jest ogromnyyy! Jestem zachwyconaaaa!


Najpierw troszkę spacerujemy wokół zamku. Pstrykam fotki komórką, bo...zapomniałam zabrać zapasowy akumulator do lustrzanki, w efekcie okazało się, że nie ma czym robić zdjęć.
Ale dobrze, że mam swój telefonik! uratował nas. Standard ;)


Wchodzimy do środka i błąkamy się po parterze zamku, który wg informacji "można zwiedzić bezpłatnie". Tylko to "bezpłatnie" to jest nic.
Hol i kawiarnia, w której dawniej mieściła się poczekalnia dla interesantów przychodzących do Pana zamku.


Postanawiamy zapłacić za zwiedzanie wież zamkowych oraz części zamku z przewodnikiem (9zł/os). Skoro już tu jesteśmy, musimy jednak coś więcej zobaczyć!
W końcu zbiera się 8 osób (maksymalna ilość osób: 12, więcej na raz nie wejdzie) i przewodnik. Jest punkt 12:00.
Zaczynamy!


Wychodzimy na górę boczną klatką. Niestety główna klatka schodowa jest dla gości hotelowych.
(W zamku mieści się hotel). Wchodzimy na górę po czym wychodzimy na piętrze. Tam krótkie informacje nt. wieży do której aktualnie wchodzimy i idziemy dalej.

 
Wież jest ok 90, mniejszych, większych. Dostępne do zwiedzania są dwie. Jedna jest z takim mini balkonikiem. Z widokiem na ogród i stajnie. Jednak żeby każdy mógł podziwiać okolicę, musimy się wymieniać. Szybkie fotki i wchodzą następne osoby.
A w środku jeszcze słuchamy przewodnika, poznajemy historię zamku; oglądamy zdjęcia, na których są wnętrza te niedostępne dla zwiedzających. Nie wszędzie można wejść, nawet z przewodnikiem, więc to nie lada "atrakcja" żeby sobie zobaczyć kolejny ułamek zamku.


Kolejna wieża jest większa. Choć wąsko, możemy się swobodnie poruszać. Niestety, przewodnik jest na samym początku. Przy naszej grupce, gdzie idziemy "gęsiego" za bardzo nie słychać jego opowiadania. Ale trzeba przyznać, że widoki są super, zwłaszcza wiosną, gdzie wszystko jest soczyście zielone.


 Zwiedzanie wnętrza zamku zaczynamy ponownie w holu. Tu zachował się oryginalny kominek. Poza tym, hol to recepcja i mini sklepik z pamiątkami.

Kierujemy się przez piękną kawiarnię na górę.
Owa kawiarnia, była kiedyś poczekalnią! Gdy przychodzili interesanci do Pana zamku, to właśnie tam oczekiwali na swoją kolej.
Podziwiamy przecudowne drewniane schody oraz drewniany sufit, które są zrobione z drzewa sandałowego. Przywiezionego z Egiptu, gdzie Pan Hrabia zamku miał interesy.


Drugim pomieszczeniem, a zarazem pierwszym na piętrze, jest.. pokój pawia! Paw wymalowany był na ścianach i kolorem również pomieszczenie przypomina pawia.
Kiedyś był to pokój luster, na ścianach były lustra.
Dowiadujemy się, że część mebli jest oryginalna, boazerie i zdobienia ścian (gzymsy), kaloryfer.
Natomiast żaden żyrandol w zamku nie jest oryginalnie zachowaną rzeczą. Wszystko jest "współczesne", ale zrobione na wzór starych.

Tuż obok pokoju pawia, jest biblioteka.
Tu podziwiamy ogromne regały od podłogi po sufit, w większości oszklone.
I okazuje się, że są one oryginalne! Natomiast książki wewnątrz już są "współczesne".
Pokój nie jest duży, pod oknem stoi piękne drewniane biurko. Sufit tutaj również jest oryginalny - drewniany.


Kolejnym pomieszczeniem, które zwiedziliśmy, jest galeria. Kiedyś była tutaj sala balowa.
Aktualnie odbywają się tutaj mniejsze spektakle teatralne.
Jest to też jedyne pomieszczenie, które nie ma okien. Tzn nie ma takich tradycyjnych okien, bo za okno służą tu okna dachowe. Lecz nie widać nieba.
Pomieszczenie jest tak usytuowane, że nie dało się zrobić w nim okien. Mimo to wszystko jest doświetlone.
W tym pomieszczeniu oryginalnie zachowana jest drewniana podłoga, marmurowe (włoski, zielony marmur) wykończenia ścian. Dodatkowo nad sceną jest coś na kształt balkonu. To tam siedziała i grała orkiestra, a na dole były tańce.

Zdjęcie po prawej na górze,
od lewej na dole i w środku, to pokój hrabiego.
Po lewej na górze i po prawej na dole to sala balowa.

Przechodzimy do największego pomieszczenia w zamku. Do pokoju hrabiego.
Pierwsze co się rzuca w oczy, to witraże w oknach! Pianino i to, że pokój jest..trzy poziomowy.
Najpierw jakby nic nie ma oprócz pianina, następnie po 4 schodkach (z cudownymi marmurowymi kolumnami) w górę. Od razu widać już ogromne biurko (oryginalne) i regały (te same, co w bibliotece). Jest tu również kominek i stół z krzesłami.
Wyżej jest wystawa zdjęć z dawnych czasów zamku.


Wpisuję parę słów do księgi gości i "tajemnym" przejściem w ścianie przy kominku przechodzimy dalej.
Do kaplicy. Tu ma się wrażenie kościoła :) Ale nie ma ołtarza czy czegoś co przypominałoby typową kaplicę.
Na podwyższeniu znajduje się pianino, a niżej - rzędy siedzeń.
Oryginalne są tu witraże w górnej części okien. Ponieważ dolne były zniszczone, zostały zrobione od nowa.
Samo pomieszczenie jest wysokie! Surowe betonowe wykończenia i schody. A dokładnie 5 schodków.
Zniszczonych przez końskie kopyta. Jednak gdyby je naprawiać, trzeba byłoby budować od nowa. Więc zostają.
Chwilkę słuchamy opowieści przewodnika. Jest czas na rozejrzenie się, na fotki (tu gorzej jeśli chodzi o światło, okna są wysoko).


I na tym... kończy się zwiedzanie! Zostajemy wypuszczeni z zamku na ogród właśnie tymi schodami.
Sądziliśmy, że jeszcze gdzieś pójdziemy..a tu zonk!
No cóż...reszta to teren hotelowy, na który turyści nie będący gośćmi hotelowymi, nie mają wstępu.

Spacerujemy jeszcze chwilkę wokół zamku, ochy achy i jedziemy do domku, do Poznania!

19 kwietnia 2016

Wizyta w Zamku Książ cz2.

Z parkingu do Zamku Książ prowadzi nas śliczny park. Jeszcze piękniej będzie tu latem, gdy wszystkie drzewa będą zielone i rododendrony zakwitną..

 
Zwiedzanie Zamku Książ zaczynamy od 3 piętra, niedostępnego dla "zwykłych" turystów.
Pierwsze co widzimy, to wyremontowany korytarz i pierwszą z sal.
Tu znajdują się zdjęcia księżnej Daisy, angielskiej arystokratki, która w sumie nazywała się  Maria Teresa Oliwia, Księżna Pszczyńska von Hochberg. :) Tak na prawdę dużo informacji o zamku pochodzi z Jej zapisków w pamiętnikach.
I od tego zwiedzanie się zaczyna.

Kolejne pomieszczenia są odnowione i wraz z panią przewodnik zaczynamy spacery po kolejnych salonach:



Salon zielony.

Sala Maksymiliana, najbardziej wystawna z sal.
Mega przepych.

Salon biały.

Salon chiński. 

Dalej korytarzami przechodzimy do podziemii zamku.
Najpierw oglądamy śliczny dziedziniec, ze studnią i miejscem do wypicia np. popołudniowej herbatki ;) 
Na jednej ze ścian (na zdjęciu na dole) są herby rodów przebywających na Zamku Książ.
Nie dało się przez okienka zrobić zdjęcia całej ściany, więc musiałam to podzielić na pół ;)



Następnie wychodzimy z tyłu zamku i kierujemy się na tarasy zamkowe i dalej w dół, do podziemi.


Są i podziemia.
Na razie tylko tyle zostało udostępnionych turystom. Reszta jest częściowo zasypana, w ogóle nie należąca do Zamku Książ, przewodnik mówiła, że starają się o odzyskanie ich na własność i udostępnienie turystom.



Podziemi jest bardzo malutko, dosłownie całe wypełnia nasza 20 os. grupka. No dobra, spodziewałam się czegoś niczym Osówka :D, albo coś mniejszego...ale równie ciekawego.
A tu tylko parę obrazków, historia (krótka na szczęście) sztolni podziemnych "Riese". I parę eksponatów broni. Reszta to..gołe mury ;)

Wchodzimy, szybkie oglądanie i wychodzimy ponownie na tarasy zamkowe.


I tu w sumie kończy się nasza wycieczka.
Z przewodnikiem.
Kto ma ochotę, z całej grupy, zostaje na tarasach, kto chce samodzielnie zwiedzić jeszcze Zamek Książ, wraca do środka.
Planujemy jeszcze zajrzeć na drugie piętro, gdzie nie zaszliśmy z przewodnikiem, więc spacerkiem po pięknych tarasach maszerujemy do zamku.



Pomiędzy zwiedzaniem zamku a stadniną, idziemy do pobliskiej małej restauracyjki na przekąskę.
Zamawiam gofra z bitą śmietaną, polewą i owocami.
Jak szaleć to szaleć!
Niestety, jak tylko go przynieśli, szybko żałuję swojego zamówienia..
Gofr zimny, spieczony (heloł! jak można zjarać gofra?!) ze sztuczną bitą śmietaną, kilkoma kawałkami ananasa i jedną pseudo truskawką (o tej porze roku toto koło truskawki nie stało).
Mąż dostał żurek w sumie dobry, choć ja tam węszę podstęp po moim gofrze ;)
Na koniec babka do nas, że nie można zapłacić kartą, trzeba było to zgłosić przed zamówieniem.
Ale mąż poszedł pogadał, załatwił i normalnie mogliśmy zapłacić za zamówienie kartą.
Ehh. Brak słów. 
 
Z pełnymi brzuszkami postanawiamy się zabrać za "zwiedzanie" Stada Książ.
Z zamku spacerkiem przez park, ale w drugą stronę niż do samochodu na parking :) 


 Na pierwszy ogień idzie powozownia.


Później już stajnie :) i koniki, które chętnie wcinały sianko, ale tylko niektóre odważyłam się pogłaskać :) takie toto duże!



Za stajniami piękne ogromne wybiegi i .. konie.


Niektóre nawet chętnie pozowały do zdjęć! podchodziły do nas i stały spokojnie, dając się obfotografować!



Na koniec jeszcze spacer ponownie po parku i taras widokowy.
Stąd mamy widok na prawie cały zamek i na .. romantyczne ruiny :)



Spod Zamku Książ wyjeżdżamy 15:30 i kierujemy się w stronę Starej Kopalni. 
Ale o tym w kolejnym poście :)

18 kwietnia 2016

Wizyta w Zamku Książ cz1.

W związku z tym, że spędzamy kilka dni w Żaganiu, postanawiamy zajechać do Wałbrzycha i Zamku Książ, który dawno chcieliśmy odwiedzić.

Najpierw przedstawię trochę informacji praktycznych ;)

Trasa:
Żagań - Książ - zjeżdżamy w Iłowej na DK18 i prościutko jedziemy aż do autostrady A4 kierunek Wrocław.
Następnie w Bielanach zjeżdżamy na Strzegom i tam już krętą dróżką dojeżdżamy do Świebodzic. Stąd jest już bliziutko do Zamku Książ. Znaki po drodze są, my wspomagamy się też nawigacją.




Na miejsce docieramy punkt 10:30, opłacamy parking (ten wcześniejszy, kawałek dalej od zamku).
Kolejno spacerem przez park z parkingu docieramy do bram pod zamek. Najpierw mijamy dziedziniec, hotel Książ ale i tak na wprost mamy już sam piękny zamek.
Ruszamy dalej, do kasy zamkowej, by kupić bilety.I tu kolejna kwestia: bilet można sobie wcześniej zamówić online i wydrukować. My jednak nie mieliśmy gdzie tego wydrukować i bilet zakupiliśmy w kasie zamku. Ze strony internetowej dowiedzieliśmy się, że zwiedzanie jest o 11-tej i 14-tej
Wybieramy trasę z przewodnikiem pt: „Od Piastów do Tajemnic II Wojny Światowej”.

Poniższe informacje pochodzą ze strony internetowej Zamku Książ:
Trasa „Od Piastów do tajemnic II Wojny Światowej” to możliwość usłyszenia o dziejach zamku zarówno za czasów arystokratycznej rodziny von Hochberg, jak i w trakcie burzliwego okresu II Wojny Światowej. Zwiedzanie rozpoczyna się podobnie jak trasa „Książ Barokowy” i przebiega przez najpiękniejsze sale reprezentacyjne. Następnie turyści poznają pomieszczenia zamkowe przebudowane przez nazistów w ramach realizowanego w Książu tajemniczego projektu hitlerowskich Niemiec pod kryptonimem „Riese” („Olbrzym”). 
W dalszej części trasa prowadzi przez najstarszą średniowieczno-renesansową część zamku, w której mieszczą się takie sale jak: Hol Myśliwski wraz z Czarnym Dziedzińcem, Sala Rycerska czy Sala Konrada zwana kiedyś małą salą balową. 
Od 08.01.2014 r. w ramach tej trasy udostępnione do zwiedzania zostało również zmodernizowane III piętro Zamku Książ, gdzie obecnie znajduje  się m.in wystawa stała „Sekrety z zamkowej szuflady”. Dużą część ekspozycji stanowią fotografie odzyskane przez zamek dopiero po 2010 roku.  
 Na zakończenie turyści z poziomu tarasów wchodzą do tunelu z okresu II Wojny Światowej, który został wykuty na głębokości aż 15 m pod zamkiem. Dla zwiedzających udostępniono część tego podziemnego tunelu o długości 96 m, szerokości 1,5 m oraz wysokości 2,5 m, na krańcu którego znajduje się niedokończona klatka schodowa.
Czas zwiedzania: ok. 90 min.
Turyści po zakończonym zwiedzaniu będą mogli zostać na tarasach w sezonie letnim (01.04-30.09) bądź wrócić z przewodnikiem na zamek, aby zwiedzać go dalej indywidualnie.


Kolejna sprawa: już na "dzień dobry" pani ochroniarz mnie ochrzaniła za robienie zdjęć z lampą błyskową.
Ehhh, a ja tylko zrobiłam foto mężowi stojącemu przy kasie :) jak mus to mus no nie ma zmiłuj.
W samym Zamku Książ nie wolno robić zdjęć z lampą błyskową. Należy również zachowywać się jak najciszej i..nic nie dotykać! (ochrona we wszystkich pomieszczeniach skutecznie nie dopuszcza do dotykania przez turystów przedmiotów znajdujących się w udostępnionych do zwiedzania miejscach).

Po wizycie w zamku już wiemy, że zdecydowanie polecamy wykupić bilet na zwiedzanie z przewodnikiem.
Zwiedzanie indywidualne obejmuje tylko jedno piętro i nie zobaczylibyśmy wszystkiego tego, co zamek nam oferuje.
Włącznie z podziemiami, które również były objęte kryptonimem „Riese”.
Z obiektami "Riese" zetknęliśmy się całkiem niedawno w Osówce. Tutaj możecie zobaczyć naszą wycieczkę.