Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztolnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztolnia. Pokaż wszystkie posty

20 kwietnia 2016

Stara Kopalnia, Wałbrzych

Po zwiedzeniu Zamku Książ, wręcz wymuszam na mężu przejazd do Starej Kopalni, byłej KWK  "Julia". Jestem bardzo ciekawa, co tam stworzyli.

Przyznam się szczerze, oprócz sprawdzenia ile kosztuje wejście i o której jest zwiedzanie, nic kompletnie nie czytałam. Co gdzie jak skąd itp. Nic. Jednak po namyśle stwierdzam, że tak jest lepiej :D
O dziwo, w Wałbrzychu stoimy w koreczku, ale na zwiedzanie docieramy idealnie!

Wjeżdżamy na teren kopalni co do minuty, jak sobie zaplanowaliśmy.

 
Mamy jeszcze czas na szybkie siku ;) zwiedzanie trwa ok. 1,5-2g.
Aż się trochę przeraziłam po wejściu.. jest mega super czysto.

Punkt 16:00 przychodzi przewodnik i.. okazuje się, że jesteśmy sami :)
Ha! to się nazywa szczęście!
Na początku tak nieswojo jakoś jest. Jednak z chwili na chwilkę jakoś się okazało, że mamy coś wspólnego ;) tzn. ja i Przewodnik. Ja - córka górnika z Górnego Śląska, Przewodnik, pan Wiesław - emerytowany górnik KWK "Julia".

O samej kopalni dużo jest informacji, natomiast ja przedstawię Wam tylko te "ostatnie" dzieje kopalni.
Wszystkie informacje pochodzą ze strony internetowej Starej Kopalni:
"Na początku lat 90-tych XX w. kopalnie dolnośląskie postawiono w stan likwidacji uznając je za trwale nierentowne. W 1991 r. wstrzymano wydobycie węgla z przyczyn ekonomicznych w polu Wschodnim kopalni. Szyby „Teresa”, „Chwalibóg”, „Krakus” i „Wanda” zasypane zostały skałą płonną. 
Pozostawiono tylko 30 m odcinek rury szybowej szybu „Chwalibóg I” do odwodnienia kopalń wałbrzyskich. 
Szyb „Pokój” został w 1992 r. zakryty płytą betonową celem pozostawienia ujęcia wody pitnej dla Jedliny Zdrój. 
Pozostawione obiekty przemysłowe na powierzchni przeznaczono na działalność przemysłową i handlową lub wyburzono. 
W dniu 20.09.1996 r. kopalnia „Julia” zakończyła wydobycie węgla
W dniu 17.08.1998 r. kopalnia zakończyła likwidację wyrobisk podziemnych i wyłączyła główne odwadnianie i główne wentylatory. 
W dniu 30.10.1998 r. przystąpiono do likwidacji stacji ratowniczej, szybu i urządzeń wyciągowych szybu „Jan”. 
Szyb zasypano, a obiekty poprzemysłowe przeznaczono na inną działalność gospodarczą. 
W 1999 r. rury szybowe szybu „Julia” i „Sobótka” zasypane zostały grubym kamieniem – melafirem. W szybie „Sobótka” pozostawiono od powierzchni 40 m odcinek rury szybowej prowadzącej zabytkowej historycznej „Lisiej” sztolni.
Z wszystkich kopalń wałbrzyskich zabudowa powierzchni kopalni „Julia” jest najstarszym i najlepiej zachowanym zespołem zabytkowych budowli przemysłowych z końca XIX i początku XX w."


Wychodzimy z budynku Sztygarówki, oglądając po drodze tablice z numerkami, które były w markowni.
Markownia, to takie miejsce, w którym każdy górnik ma swój numerek, u mnie, na Górnym Śląsku mówi się znaczek. Górnik przychodził do pracy, dostawał numerek i to z nim zjeżdżał na dół.
Po szychcie wyjeżdżał, zdawał pani w markowni numerek a ona go odwieszała na tablicę.
Jeśli ktoś nie zdał numerka, wtedy było wiadomo że coś nie teges, ilu górników na przykład nie wyjechało z kopalni z dołu.
W skrajnych przypadkach, po danym numerku identyfikowano również zwłoki górnika po wypadkach na dole.


Na początku przeszliśmy do pomieszczenia, w którym za czasów funkcjonowania kopalni, była łaźnia łańcuszkowa. To tu górnicy zostawiali swoje ubrania po szychcie, wieszając je na hakach na łańcuchach pod samym sufitem. Taka wymiana ubrań. Te, w których przychodzili do pracy wieszali, a ubierali te do pracy na dole w kopalni i na odwrót.
Pomieszczenie wyglądało dokładnie tak jak na poniższych zdjęciach.



Obecnie jest to miejsce, gdzie odbywają się mniejsze koncerty, spotkania.

Następnym miejscem do oglądnięcia jest lampownia.
Tutaj przechowywane były lampy górnicze używane podczas pracy na dole w kopalni, które były pobierane przed każdą szychtą i zdawane po szychcie.
Podlegały również naprawom i kontroli.
W tym miejscu oprócz różnych lamp, oglądamy nie tylko te nowsze, ale i stare lampy.
Bardzo zdziwiona jestem, gdy pan Wiesław daje mi do ręki jedną z lamp. Tak ciężki sprzęt, że trudno było mi go utrzymać w jednej ręce, a w zasadzie to potrzebuję obu do utrzymania go! A górnicy z tym chodzili pod ziemią, często w warunkach niesprzyjających i niosąc też inne rzeczy ze sobą.

Oglądamy również aparaty tlenowe, systemy nagłaśniające, przyrządy pomiarowe używane w kopalniach.


Mamy okazję podziwiać szpady górnicze, mundury i czapki górnicze (czako).
Mundury górnicze.
Na mundurze jest 29 guzików z żółtego metalu. Legendy mówią, że ta konkretna ilość guzików, jest dlatego iż tyle lat w chwili swojej śmierci miała Św. Barbara, która jest patronką górników.
Mundur galowy jest czarny, ma aksamitny stojący kołnierz, ozdobiony górniczymi młotkami haftowanymi złotą nicią.
Na rękawach, na tzw naszywce szmuklerskiej, znajdują się stopnie górnicze. Odznakę stopnia górniczego na kurtce stanowią właściwy stopniowi wzór haftu i rozetka na naszywce z czarnego aksamitu. Spodnie lub spódnica uszyte są również są czarne - jak kurtka górnicza.
Mundur uzupełniają biała koszula i czarne buty.
Na niektórych mundurach oglądamy również liczne odznaczenia, medale przypięte do kurtki.


Czako to wysoka, sztywna czapa, z płaską górą. Wykonane jest z tektury pokrytej czarnym materiałem (podobnym jak cały mundur górniczy). Jego wysokość to około 12,5cm. Z przodu ma godło górnicze. Natomiast na górze z lewej strony jest pióropusz z ptasich piór w kolorach: zielonym, białym, czarnym, czerwonym, bądź biało-czerwonym.
Kolory pióropuszy na czako miały konkretne znaczenie i niejako wyjaśniały, kto na jakim stanowisku pracuje na kopalni, mianowicie:
- zielony - dyrektorzy generalni i dyrektorzy górniczy
- biały - osoby dozoru ruchu zakładu górniczego
- czarny - górnicy
- czerwony - orkiestra górnicza
- biało-czerwony - kapelmistrz orkiestry górniczej



Na mundurze i na czako górniczym, znajduje się godło górnicze: to górnicze młotki: żelosko i pyrlik.
Żelosko jest z jednej strony ostro zakończone w formie klina. Pyrlik jest z obu stron płaski.
Pyrlikiem uderza się w żelosko.
W herbach, na spodzie powinno znajdować się żelosko a na nim pyrlik.
(poza Górnym Śląskiem nazwy młotków to: perlik, żelazko).

Na ścianach wiszą także obrazy ze zdjęć zrobionych podczas pracy na dole w kopalni. Ukazują nam ułamek pracy górnika i szyby kopaniane.


Mijamy szyby i windy, którymi górnicy zjeżdżali i wyjeżdżali do i z kopalni.
Natychmiast mi się przypomniało, gdy jako dziecko raz jeden miałam okazję zjeżdżać z tatą na dół w jego miejsce pracy. Lodówa, ciemno, klatka, huk, hałas, wszystko się trzęsie.
A my jedziemy...jedziemy... i .. jedziemy.
(Byłam raz, później nie było już zjazdów pod ziemię).
Pan Wiesław informuje nas, że przejazd w jedną stronę to ok.40min. Szok.



Następnie przeszliśmy do części nowo-starej. Tak bym to nazwała.
Tutaj oglądamy część starych torów, gdzie przyjeżdżały wagoniki z węglem. Jednak ta część jest odrestaurowana. Za szybą znajduje się jeszcze nie zrewitalizowana część kopalni. Niestety, troszkę za daleko ta druga część jest, ale ogólnie jak dla mnie super.
Stojąc tam ma się wrażenie, że zaraz górnicy przyjdą i wszystko zacznie działać, będą pracować.
Czas zatrzymał się w miejscu. Kupa historii.
Pan Wiesław opowiada co gdzie się znajduje, kto gdzie pracował na jakim miejscu i jaką pracę tutaj wykonywał.



Przechodzimy do części maszynowej; to tu są ogromne maszyny wyciągowe, służące do transportu pracowników na dół do kopalni i do góry z kopalni.
Oglądam i oczom nie dowierzam, jakie to wszystko ogromne. Dotykając liny wyciągowe, uświadamiamy sobie, że to w sumie na nich ciąży największa odpowiedzialność, bo to właśnie dzięki nim górnicy zjeżdżają na dół do kopalni i wyjeżdżają z kopalni.

Oglądamy tu kilka projekcji dot. zjazdu górników, kopalni, pracy w kopalni.



I w sumie na tym koniec typowo górniczych czy kopalnianych sprzętów.

Oglądamy również kuźnię, mamy okazję zobaczyć pierwsze ksero! chociaż nam to przypominało..magiel ;) i tak też powiedzieliśmy, gdy Przewodnik zapytał co toto jest ;) zonk.
Niektóre sprzęty są przygotowane dla wycieczek dzieciaków. W ramach zajęć technicznych w szkole ;)




I na koniec przechodzimy do miejsca, gdzie można się artystycznie wyżyć. Ceramika, lepienie w glinie.
Niestety już było zamknięte. Poza tym wstęp raczej osobny ;)
Oglądamy czasowe wystawy artystyczne, po czym wychodzimy z budynku i przechodzimy do wieży ekologii.



Z wieży możemy podziwiać całą kopalnię, włącznie z tą częścią jeszcze nie zrewitalizowaną.
Oprócz tego najbliższa okolica też jest jak na dłoni.
Szybkie fotki, parę słów co gdzie itp i schodzimy na dół, bo wieje przeokropnie. Mam wrażenie, że zaraz mnie zmiecie na dół.





Ostatni punkt naszej wycieczki toooo...taak tak! sztolnia!
Oj, jak dobrze, że zabrałam aiddasy :D
Ale w sumie na tym mój entuzjazm się kończy.
Sztolnia kompletnie inna od tego, czego oczekiwałoby się w tym miejscu.
Poprostu podziemny tunel, z pociągiem (nie nie, nie złotym :D chociaż on w sumie też w oddali był..na plakacie haha!).
Wszystko wybetonowane, pięknie ładnie.
Ja ..yyy.. sorry, oczekiwałam jakichś maszyn, jakichś sprzętów które by mówiły o tym, że jeszcze całkiem niedawno wszystko tu żyło. Ale z takich obiektów był tylko stary telefon.
Do sztolni wchodzimy tunelem lekko w dół, jest zimno to fakt. I mokro, ale nie tak jak w Osówce.
Przewodnik sam nieco opowiadał, trochę rozmawialiśmy.


Na drugim końcu czekała na nas...winda. Taka prawdziwa. Normalna winda. Bu!



Dobra, Anula no czego się spodziewałaś, to muzeum..od razu pomyślałam. Ale..Ale.. na ankiecie (w caffe sztgarówka zaznaczyłam te informacje, że przydałoby się jeszcze trochę elementów w sztolni ;) ).
Rozczarowanie sięgnęło dna ;) Szybko wyjechaliśmy na górę i tu tak na prawdę drogi nasze się już rozeszły.
Razem z panem Wiesławem przechodzimy do Caffe Sztygarówka (po drodze sobie rozmawiamy jeszcze swobodnie) i kończymy naszą wyprawę do Starej Kopalni.

Na koniec rozgrzewamy się cieplutką herbatką (herbatką Barbary - czarna z cynamonem imbirem i goździkami, taki ala grzaniec).



Nasza powrotna droga do Żagania się przeciągnęła, na autostradzie był wpadek.
I tu uświadomiliśmy sobie, że w sumie nie wiadomo jak długo będziemy stać, a jesteśmy bez żadnego jedzenia "bo zaraz przecież będziemy w domu, 1,5-2g max".
Wokół same TIRy praktycznie, widziałam TIRa przewróconego na poboczu. Nie wiadomo czy to świeża sprawa czy nie... Na szczęście staliśmy tylko 45min. I nauczeni tym doświadczeniem polecamy wziąć do skrytki samochodowej, czy do torebki choćby wafelka, w razie "w".




Tak czy inaczej, wycieczka super.
Kawał historii.
Polecam każdemu, kto jeszcze nie był :)

3 kwietnia 2016

Podziemne Miasto Osówka

"Trasa Ekstremalna.
Zwiedzanie Podziemnego Miasta Osówka z przewodnikiem. Trasa historyczna plus dodatkowo przepływ łodzią desantową, pokonanie chodnika poszukiwaczy skarbów: za pomocą kładek, pomostów, mostka wiszącego nad wodą /nie ma innej możliwości. Preferencje dla ludzi sprawnych."
Takie informacje znajdziemy na stronie internetowej Podziemnego Miasta Osówki.

Kilka razy mocno się zastanawiałam czy to aby na pewno trasa dla mnie.
Ale Mężu stwierdził, że zapowiada się bardzo ciekawie i nie ma innej opcji. Damy radę!

Ale najpierw ciutkę historii tego miejsca:
Pod koniec 1943 r. Niemcy rozpoczęli budowę obiektów Riese w Górach Sowich na Dolnym Śląsku w tym kompleksu Osówka. Prowadzono prace w różnych miejscach. Powstawały systemy obronne na powierzchni ziemi i podziemne sztolnie. Prace przerwano na początku 1945 roku. Ze względu na zbliżającą się Armię Czerwoną i Wojsko Polskie. Po wojnie obiekt został splądrowany i zamknięty. W 1995 roku rozpoczęto zabezpieczanie i adaptację. Od 1996r. obiekt udostępniony do zwiedzania.
Obecnie zwiedzać można 1500 m. podziemnych korytarzy, wyrobisk, hal i bunkrów.


Na początek dostajemy kaski.
Panowie Przewodnicy się śmieją, że dobrze iż niebieskich kasków jest tak dużo. Będzie czym wybierać wodę, jak łódź zacznie tonąć.
Yyy i tu już pierwszy stres - no jak to "łódź zacznie tonąć?!"

Wchodzimy do sztolni. Jest nisko, czasem głową haczymy o sufit.

  

Przypomina mi się jak tata mi w dzieciństwie mówił (po walnięciu w coś głową) "pamiętaj wole, żeś na dole" :)
Pierwsze wyjście pod górę na drewnianych niby schodach.



Podekscytowanie jest, idziemy idziemy a gdzie te atrakcje? gdzie ta woda, łodzie..
Ale dzielnie tuptamy dalej. Oglądamy stanowisko strzelnicze, oglądamy na zdjęciach naziemną część kompleksu.

W końcu docieramy do punktu, z którego przejmuje nas drugi Przewodnik.
Po przemówieniu pyta, czy mamy latarki. No nie mamy. Tylko 2 osoby mają.
Przewodnik dzieli nas na grupy i wchodzimy do łodzi. Znaczy się my z Mężem zostajemy rozdzieleni. On płynie z pierwszą grupą, ja z drugą. Niestety, nie zmieścilibyśmy się w łodzi, gdyby mąż został.

 

Nie powiem, przeraziłam się. Zostałam sama z 5 osobami, które nie mówiły po polsku, byli razem i w dodatku jeszcze pod ziemią, w (prawie) egipskich ciemnościach...
I jeszcze nie wiem co tam na mnie czeka, gdzie oni mi Męża wysadzili?! poszedł, a może nadal na mnie tam gdzieś czeka?



W końcu przypływa Przewodnik. Wsiadam jako pierwsza na koniec łódki. Po mnie reszta.
I płyniemy. Ale dosłownie chwilkę. Przewodnik "steruje" łódką za pomocą lin podwieszonych pod sufitem.
Próbuję coś filmować, ale niestety jest za ciemno.
Łódź się obraca i widzę, że czeka na mnie mąż. Z latarką. Ufff!
Ale! żeby nie było tak różowo.
Wysiadam i od razu zostaję wrzucona na głęboką wodę (nie, nie pływałam :D).
Tym razem przejście jest po desce zawieszonej na łańcuchach..bujającej się przy każdym ruchu!
I tu bardzo przydałaby się latarka czołowa. Przy niej ma się wolne ręce, a światło pada tam, gdzie patrzymy. My na dwie osoby mamy jedną latarkę i Mężu musi mi świecić, żebym widziała, gdzie idę.
Kolejno trasa wiodła po deskach ułożonych na wodzie w formie kładki.Trzymaliśmy się łańcuchów przy suficie i musieliśmy iść po deskach.





Gdy już tor przeszkód minęliśmy, resztę trasy przeszliśmy suchą stopą.
W sensie już nie po wodzie.




 

Przewodnik doprowadzał nas kawałek, gdzie przystawał i opowiadał gdzie jesteśmy, co tu było itp. Przejście zajęło nam 1,5g.
Na koniec jeszcze ścieżka w tunelu z okrągłych bali i już.
Troszkę się rozczarowaliśmy, że to koniec "atrakcji". Choć nie powiem, stresik był.

Polecam, za te 22zł/os warto przybyć i zwiedzić. Byle nie z małymi dziećmi.
Kawał historii, nie ma co!
Aaa, w sumie do zwiedzania udostępniono 6 sztolni. Do tego typu obiektów zaliczają się również podziemia zamku Książ.